Prezes Związku Wędkarskiego zginął w wypadku

We wtorek wieczorem doszło do tragicznego wypadku na trasie między Lipianami a Barlinkiem. Śmierć na miejscu poniósł Marian L., były dyrektor jednego z banków w Barlinku, a także prezes Związku Wędkarskiego. Jego Czytaj tekst »

Dziennikarze namierzyli oszustów w Pyrzycach wyłudzających quady!

Dziennikarze programu interwencyjnego “Turbo Kamera” TVN Turbo, wpadli na trop oszustów, którzy na terenie całej Polski wyłudzili quady warte co najmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych. Poszkodowanych w tej sprawie zostało co najmniej kilkanaście Czytaj tekst »

Estończyk wylądował w rowie

Dziś we wczesnych godzinach rannych na trasie S3 pomiędzy Pyrzycami a Myśliborzem do rowu wpadł TIR – jadący w kierunku Gorzowa Wielkopolskiego. Kierowca Estończyk trafił do szpitala. Z relacji kierowców komunikujących się Czytaj tekst »

Śmiertelny finał ucieczki kradzionym samochodem

W sobotnie popołudnie w miejscowości Dębiec 27 – letni mężczyzna uciekając przed policją kradzionym samochodem stracił panowanie nad pojazdem, wypadł z drogi i uderzył w budynek.  W sobotę tj. 12.03 około godziny Czytaj tekst »

 

Plakat Akademia

Prezes Związku Wędkarskiego zginął w wypadku

DSC_0040

We wtorek wieczorem doszło do tragicznego wypadku na trasie między Lipianami a Barlinkiem. Śmierć na miejscu poniósł Marian L., były dyrektor jednego z banków w Barlinku, a także prezes Związku Wędkarskiego. Jego żona w stanie ciężkim trafiła do szpitala.
Do wypadku doszło we wtorek po godzinie 18.00 na łuku drogi koło Jedlic pomiędzy Lipianami a Barlinkiem. Jadący z Barlinka Volkswagen Golf z niewiadomych przyczyn zjechał na lewy pas jezdni i uderzył w jadącą z naprzeciwka Toyotę Yaris. Siła uderzenia była tak duża, że oba samochody wypadły z jezdni. W wyniku wypadku śmierć na miejscu poniósł Marian L., działacz wędkarski z Barlinka, a także szef Zarządu Okręgu Związku Wędkarskiego w Gorzowie Wielkopolskim. Wcześniej Marian L. był przez wiele lat dyrektorem banku PKO w Barlinku.
Jadąca razem z Marianem L. żona doznała bardzo poważnych obrażeń i w stanie ciężkim trafiła do szpitala przy Unii Lubelskiej w Szczecinie. Z kolei w Golfie jechały trzy młode osoby, które odniosły obrażania i trafiły do szpitali. Ale ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
– Na miejsce od razu przyjechał biegły, który ustala przyczynę wypadku – powiedziała nam prokurator Małgorzata Łucka, szef Prokuratury Rejonowej w Pyrzycach. – Wiemy, że warunki na drodze nie były dobre, było ślisko. U kierowcy prowadzącego Volkswagena nie stwierdzono alkoholu. Wszystkie okoliczności tego tragicznego zdarzenia wyjaśni śledztwo, które zostało wszczęte przez naszą prokuraturę.

Dziennikarze namierzyli oszustów w Pyrzycach wyłudzających quady!

quady3

Dziennikarze programu interwencyjnego “Turbo Kamera” TVN Turbo, wpadli na trop oszustów, którzy na terenie całej Polski wyłudzili quady warte co najmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych. Poszkodowanych w tej sprawie zostało co najmniej kilkanaście osób na łączną kwotę kilkuset tysięcy złotych. Oszuści posługiwali się sfałszowanymi poleceniami przelewów, wystawianymi na wyłudzone wcześniej dane. W ten sposób wyłudzali quady wystawione na sprzedaż w serwisach internetowych. Dzięki prowokacji dziennikarskiej, dziennikarze “Turbo Kamery” nawiązali kontakt z oszustami. Przy współpracy z poszkodowanym wcześniej właścicielem quada z Pyrzyc, udało się doprowadzić do transakcji – w ręce przestępców trafił specjalnie przygotowany pojazd. Dziennikarze śledzili odbierająca go lawetę aż do Zgierza. Gdy pojazd został wypakowany na jednej z posesji, reporterzy “Turbo Kamery” wezwali na miejsce policję. Właściciel posesji został zatrzymany, policjanci zabezpieczyli również cztery quady, części pochodzące z kradzieży samochodów w Łodzi oraz samochód z zatartym numerem VIN.

Emisja reportażu we wtorek o 22:15 w TVN Turbo.

quady2 quady4

SUKCESY PŁYWACKIE HANI ZIELIŃSKIEJ

DSC00024

Brak basenu w naszym mieście nie przeszkadza w zdobywaniu medali w pływaniu jego mieszkańcom. Takim przykładem jest Hania Zielińska – uczennica IV klasy Szkoły Podstawowej z Oddziałami Integracyjnymi w Pyrzycach. Pod koniec lutego w Poznaniu rozegrano zawody pływackie z cyklu Poznań International Swimming Cup 2016, w których udział wzięło 1037 sportowców z Niemiec, Białorusi, Norwegii i Polski. Jest to największa tego typu impreza międzynarodowa w Polsce dla młodych pływaków. Hania spisała się na medal, ba! nawet na 4 medale – 2 złote i 2 brązowe. Młoda pływaczka w kategorii wiekowej 11 lat była klasą samą dla siebie. Złote medale wywalczyła na 100 metrów stylem grzbietowym i 100 metrów motylkiem. Medale brązowe zawisły na szyi naszej pływaczki po wyścigach na 50 metrów motylkiem i 50 metrów grzbietem. Jakby tego było mało, Hania została wybrana najlepszą zawodniczką w swojej kategorii wiekowej. Piękny sukces, który wykuwa się podczas ciężkiej pracy na treningach. Hania trenuje pod kierunkiem Zbigniewa Starosty z UKP „Merlin” Gryfino, gdzie jeździ 6 razy w tygodniu (wolną ma tylko niedzielę). Ale jeśli ktoś myśli, że poprzestaje na pływaniu, to się myli. Dodatkowo jest uczennicą Pyrzyckiej Szkoły Muzycznej I stopnia, gdzie doskonali się w grze na altówce. Jak widać można, przy odpowiednim planowaniu, robić kilka rzeczy na wysokim poziomie.
Talent Hani Zielińskiej doceniła mistrzyni olimpijska Otylia Jędrzejczak, z którą nasza pływaczka zrobiła sobie kilka zdjęć i ma w swojej kolekcji jej autograf. Trzymamy kciuki za dalszy rozwój sportowej kariery uczennicy SP z OI w Pyrzycach.

Estończyk wylądował w rowie

cid__external_images_media_34942$IMAG0291

Dziś we wczesnych godzinach rannych na trasie S3 pomiędzy Pyrzycami a Myśliborzem do rowu wpadł TIR – jadący w kierunku Gorzowa Wielkopolskiego. Kierowca Estończyk trafił do szpitala. Z relacji kierowców komunikujących się przez CB-radio wynika, że kierowca w nocy płynął promem z Ystad do Polski. Rano zjechał z promu. Wszystko wskazuje na to, że zasnął za kierownicą, bo wpadł do rowu, jadąc na prostym odcinku. Wypadek spowodował utrudnienia w ruchu. Jeden pas jezdni został zablokowany.

cid__external_images_media_34941$IMAG0290

Marek – morderca, nad którym zlitował się Jezus

DSC00003

Dzisiaj podczas rekolekcji w kościele pod wezwaniem św. Ottona głosił swoje świadectwo Marek – alkoholik, narkoman i były bandytę, który był liderem grupy przestępczej na Niebuszewie. Mówił o zasadzkach narkotyków, jak marihuana, która stała się jego bożkiem i jak zniszczyła jego życie. Narkotyk ten jest obecnie bardzo „modny” i niewiele mówi się o jego sile uzależnienia. Ten styl życia zaprowadził go na samo dno. Trafił na wiele lat do więzienia za zabójstwo. Tam przeszedł głębokie nawrócenie. Dziś mówi, że jest nadzieja dla każdego, nawet dla takiego jak on. Po kilkunastoletniej odsiadce w więzieniu, Marek, jak podkreśla- dzięki sile Boga, nie dotyka alkoholu i nie sięga już po narkotyki. Zamiast prowadzić życie przestępcze, prowadzi zajęcia sportowe z trudną młodzieżą, głosi swoje świadectwo nawrócenia w kościołach. 

Poniżej przedstawiamy jego świadectwo dla tych, którzy nie mogli przyjść do kościoła.

„Urodziłem się w rodzinie katolickiej. Tyle że mój tata był osobą uzależnioną od alkoholu, pił bardzo dużo. Miał tendencje do popadania w skrajności. Jednak posyłał mnie do Kościoła i pamiętam, że jako dziecko czułem się tam bezpiecznie. Bywały takie dni, że przybiegałem do tego Kościoła i przebywałem najchętniej blisko Wielkiego Sakramentu, koło krzyża.
Mając 14 lat, przeprowadziłem się na Niebuszewo, dzielnicę cieszącą się złą sławą w Szczecinie. Zanim się przeprowadziliśmy, nie uciekłem nawet z jednej lekcji. Ale na Niebuszewie zaczęło się wszystko zmieniać. Któregoś dnia wracałem z siostrą z Kościoła i moi rówieśnicy siedzieli przed blokiem na ławce. Zapytali, gdzie byłem. Powiedziałem, że niedziela jest, gdzie miałem być? W Kościele. A oni: co ty, do Kościoła chodzisz? Zobaczyłem, że nie za bardzo to jest tu modne i zawstydziłem się Pana Boga. Powiedziałem im: wiecie, starzy kazali.
Pierwszy raz wtedy zaparłem się Pana Boga. Modliłem się i powiedziałem Jemu: słuchaj, na razie może nie będę chodził do Kościoła, bo chciałbym mieć tu trochę kolegów, a to jest nie za bardzo akceptowane. I zacząłem coraz częściej odchodzić od Pana Boga.

Pierwsze kradzieże

Przyszedł taki czas, że moja mama wyjechała do pracy do Czechosłowacji na kilka lat, chcąc ratować budżet domowy. Zostaliśmy z ojcem alkoholikiem, który przepijał wszystko. Były takie dni, że chodziliśmy głodni. Kiedyś szedłem do sklepu i brałem pączki, nie płacąc, i je zjadałem. Potem przyszła myśl, że jeśli kradnę pączki, to czemu nie jakąś kawę, dezodoranty. I tak się zaczęły pierwsze kradzieże.
Potem przyszedł przełom 1989 roku i otworzyli granicę z Niemcami. Koledzy, którzy widzieli, że w Polsce kradnę bez żadnych oporów, zabrali mnie do Niemiec. Zobaczyłem, jak tam jest, i sam zacząłem namawiać własnych kolegów, z którymi kradłem w Polsce, żeby pojechali i zobaczyli, jaki tam jest raj. I tak pół podwórka mojego zaczęło jeździć kraść w Niemczech. Tam było o wiele łatwiej kraść niż w Polsce. No i przede wszystkim było co kraść. Braliśmy alkohol, perfumy, wiertarki. Z tego można było bardzo dobrze żyć. Tyle że były to łatwe pieniądze, a w głowach mieliśmy niewiele. Wszystko szło na zabawę. Człowiek myślał wtedy tylko tymi kategoriami.
Marihuana i „juma”
w Niemczech

Ale przyszedł taki czas, że poznałem dziewczynę, z którą mam dwójkę dzieci. Chciałem przestać pić. „Zaszyłem się” najpierw pierwszy, potem drugi raz. Ale nie potrafiłem sobie z tym poradzić. Wieczorem nie mogłem spać z powodu braku alkoholu. Więc ktoś mi podsunął taką „dobrą” koncepcję, żebym zapalił sobie jointa (marihuana), a wszystko będzie w porządku. Zapaliłem i poszedłem spać. Pomyślałem, że to rewelacja. I przez trzy lata dzień w dzień paliłem marihuanę. Zawsze wieczorami. Potem tylko czekałem na ten wieczór, żeby sobie zapalić. To wieczorne palenie stało się centrum mojego życia. Reszta była tylko tłem.
W dzień albo jeździłem ze swoją ekipą do Niemiec kraść, albo – miałem już swoje stoisko na Manhattanie – sprzedawałem kradziony towar. Z tym nie było problemu. Nawet czułem taką akceptację społeczną. Bo na Manhattanie kupowali sędziowie, adwokaci, policja. Oni też kupowali, chociaż każdy wiedział, że to jest kradzione. Ale ponieważ było to kradzione w Niemczech, to nie było problemu. Sam też się z tym dobrze czułem, bo sobie tłumaczyłem, że odbieramy swoje. Niestety, potrzebowałem takich kłamstewek.

Droga do śmierci

Te nałogi i tryb życia, jaki prowadziłem, doprowadziły do tego, że byłem duchowo martwy. Dla mnie było najważniejsze, aby jak najwięcej zarobić. Byłem zespołem wszelkich lęków. Nawet wysyłałem matkę moich dzieci, żeby kradła w Niemczech. Już sam miałem wtedy zakaz wjazdu do Niemiec. Pamiętam, że nawet gdy była w ciąży ze starszym synem, zabrałem ją na prom do Nowego Warpna i kazałem jej kraść wódkę. Gdy wróciła, pojechaliśmy do szpitala, gdzie urodziła syna.
Jak mówiłem, byłem duchowo martwy już wtedy. Do tego słaby i zalękniony. Choć z pozoru mogłem sprawiać wrażenie przedsiębiorczego młodego człowieka. Ale niosłem ze sobą tylko piekło. Pamiętam kolegę, który pracował w Stoczni. Powiedziałem mu: chłopie, po co ty pracujesz w tej Stoczni? Pojechał raz do Niemiec i zarobił tyle, co w miesiąc w Stoczni. Powiedziałem mu, że takie są realia, po co pracować. Rzucił pracę w stoczni, ale nikt z nas nie brał pod uwagę, co niesie ze sobą takie życie. Ryzykuje się to, że między innymi pójdzie się do więzienia. Zatrzymali go i poszedł siedzieć na dwa czy trzy miesiące. Jego matka mnie potem straszyła policją.
Któregoś razu zacząłem wypuszczać matkę moich dzieci na te wyjazdy do Niemiec z młodszymi kolegami, którzy pracowali dla mnie. Pojechali na kilka dni. Popili. Może i poćpali. I doszło do zbliżenia. Zaczęli romansować. Kiedy się o tym dowiedziałem, poczułem się jak taka osoba bardzo zraniona. Że ja taki dobry dla nich, a oni taki cios w plecy mi zadali. Postanowiłem, że zabiję tego kolegę.
Pierwsza próba się nie udała. Złapałem go i zacząłem mu wbijać dłuto w głowę. Ale złapali mnie moi koledzy. Nie wiedzieli w ogóle, o co chodzi. Rozdzielili nas. On uciekł. Kilka dni później wyszedłem z domu z zamiarem zamordowania go. Idąc, przechodziłem ulicą, gdzie po drugiej stronie stała gromada znajomych. A wśród nich mój przyjaciel. Jak oni zobaczyli mnie, że idę pijany – a wtedy przez kilka dni pobiłem sporo osób – powiedzieli – idzie Marek pijany, lepiej się zawijać. Wszyscy zaczęli się rozchodzić, a ten przyjaciel został. Powiedział im, jak się Marek poczuje, skoro on idzie w naszą stronę, a wy uciekacie. I on został. Podszedłem do niego i wbiłem mu nóż w serce.
To był dla mnie taki cios, po którym nie chciałem się obudzić. Nie wiem, co mną wtedy kierowało. Prawie nic z tego nie pamiętam. Wiem, że złe moce mną całkowicie zawładnęły. Potem zaczęło docierać do mnie, co zrobiłem. Nie miałem żadnego żalu, poczucia winy. Tylko jeden wielki lęk- co dalej, ile dostanę więzienia. To spowodowało, że po dwóch tygodniach przebywania w areszcie, naostrzyłem plastikowy nóż i chciałem zabić kolejną osobę. Bo trafiłem z kolegami, którzy siedzieli po kilka dni, na grupę takich cwaniaczków, którzy wykorzystywali, że nie znamy więzienia. Jeden z nich powiedział, żebyśmy zabrali na świetlicę wszystkie wartościowe rzeczy. Pomyślałem wtedy, że nie jestem żadnym frajerem i nikt nie będzie mi nic zabierał. Powiedziałem kolegom, żeby nic się nie martwili. Że wezmę nóż i jednemu wbiję w dynię. Reszta się przestraszy. Uważałem, że jest to coś pozytywnego. Że jestem takim obrońcą.

„Odpuszczone są twoje grzechy”

Ale tak się stało, że wcześniej trafiłem do spowiedzi. Szedłem z takim nastawieniem, że skoro jestem taki zły, to nie mam co liczyć na jakieś rozgrzeszenie. Ale chciałem iść. Gdy się spowiadałem, patrzyłem na krzyżyk i mówiłem swoje grzechy, jakby do samego Jezusa. Kiedy skończyłem, wciąż patrząc na ten krzyżyk, kapłan powiedział: odpuszczone są twoje grzechy. Wtedy wszystko spadło mi z serca. Zrozumiałem, że Bóg jest Miłością i cały czas mnie kocha. I cały czas był przy mnie. A ja go uważałem za psychopatę, który zostawił rodzaj ludzki.
Gdy przyszedłem do celi, to już miałem wielkie pragnienie czytania Pisma Świętego. Zacząłem się modlić na Różańcu, chociaż przychodziły kryzysy i rzucałem nim o ścianę. Z kolei czytając Pismo Święte, zamykałem oczy i widziałem ogień, robactwo, jak mnie zżera. Ale przeszedł ten czas. W Słowie Bożym tak się zakochałem, że kupiłem sobie kilka zeszytów i w jednym zapisywałem wszystkie słowa, które wyrzekł Jezus . W następnym wszystko o Królestwie Bożym. W kolejnych jeszcze coś. Chciałem, żeby to Słowo już na stałe wpisało się w moje serce. I żeby kierowało moim życiem.
Zrobiłem sobie post o chlebie i wodzie. Na początku raz w tygodniu. Potem dwa razy w tygodniu. Trochę schudłem przez to, ale zobaczyłem, że jestem coraz silniejszy duchowo. Że potrafię powiedzieć NIE. Po półtora roku odsiadki, mając jeszcze 13,5 roku do końca, czułem się człowiekiem wolnym w więzieniu. Człowiekiem, który nie chciałby się zamienić z nikim na swoją sytuację życiową. Wiedziałem, że jest do moje życie, doprowadziłem je do tego miejsca, ale wiedziałem, że z Bogiem wyjdę. I wszystko się zmieni. To była wielka nadzieja, której nic nie mogło zniszczyć.
Chciałem tym Chrystusem zarażać innych, ale często spotykałem się z niezrozuminiem. Nawet byłem zwalczany w więzieniu. Ale czerpałem siłę ze Słowa Bożego. Kiedy czytałem psalmy, wiedziałem, że jestem człowiekiem, którego Bóg osłania. Któremu nic nie jest w stanie zagrozić. I w to wierzyłem, i rzeczywiście tak było. I to Słowo Boże przeprowadziło mnie przez więzienie.
Dużo także mi pomogła struktura AA. Mitingi odbywały się tylko raz w tygodniu. Ale nie mogłem się ich doczekać. Tam także uważałem, że jestem posłany przez Boga. Przez kilka lat prowadziłem grupę AA w więzieniu w Nowogardzie.
Po wyjściu z więzienia czuję, że chciałbym robić coś dla byłych skazanych i trudnej młodzieży. Bo dziś jest bardzo dużo narkotyków, duchowych zniewoleń. Skończyłem Studium Psychologiczno- Pedagodiczne. Teraz robię kurs terapeuty od spraw uzależnień. W tym wszystkim uprawiam także sport, który jest dla mnie bardzo ważny. Chciałbym przez sport także docierać do trudnej młodzieży. Prowadzę treningi Muay Thai w Szkole Salezjańskiej w Szczecinie. „

Śmiertelny finał ucieczki kradzionym samochodem

IMG_VW 2

W sobotnie popołudnie w miejscowości Dębiec 27 – letni mężczyzna uciekając przed policją kradzionym samochodem stracił panowanie nad pojazdem, wypadł z drogi i uderzył w budynek.

 W sobotę tj. 12.03 około godziny 16 oficer dyżurny w Pyrzycach otrzymał informację z Komendy w Myśliborzu, iż na terenie miasta skradziony został pojazd marki VW i może kierować się w stronę Pyrzyc.

Po przekazaniu komunikatu patrolom będącym w służbie, policjanci Komisariatu Policji w Lipianach zgłosili, iż na ul. Pyrzyckiej zauważyli samochód marki VW odpowiadający pojazdowi z komunikatu. Policjanci podjęli próbę zatrzymania pojazdu do kontroli. Kierujący pojazdem nie reagując na sygnały do zatrzymania poruszał się w kierunku miejscowości Pyrzyce.

Przejeżdżając przez miejscowość Dębiec na łuku drogi kierujący stracił panowanie nad pojazdem i wpadał w poślizg w wyniku czego pojazd koziołkował, a następnie uderzył w ścianę budynku po byłym zajeździe. W wyniku uderzenia w ścianę budynku kierowca wypadł z pojazdu. Policjanci KP Lipiany niezwłocznie podjęli czynności reanimacyjne, które prowadzili do przyjazdu załogi Pogotowia Ratunkowego. Niestety mężczyzna w wyniku odniesionych obrażeń ciała poniósł śmierć.

Jak się okazało 27 – letni mieszkaniec powiatu gryfińskiego w nocy z piątku na sobotę był zatrzymany przez myśliborskich policjantów w związku z popełnieniem przestępstwa. Następnie po zwolnieniu mężczyzna ukradł pojazd na jednej z ulic Myśliborza. 

Więcej informacji w najbliższym wydaniu Tygodnika Pyrzyckiego.IMG_VW  (1)

Znów zawalił się fragment pyrzyckich murów

DSC09735

Dwie złe wiadomości w sprawie pyrzyckich murów. W środę zawalił się kolejny ich fragment przy Baszcie Pijackiej i zamknięte zostało przejście przy baszcie. Poza tym w tym tygodniu Ministerstwo Kultury odrzuciło wniosek w sprawie dofinansowania murów. Remont kolejnego odcinka miał ruszyć w tym roku.

Tym razem przewrócił się spory fragment muru przy zabytkowych schodach, które stanowią fragment muru przy ulicy Dąbrowskiego przy Baszcie Pijackiej. Znajduje się tu przejście, które stanowi bardzo ruchliwy ciąg komunikacyjny. Już teraz wiadomo, że przejście będzie zamknięte nie na kilka czy kilkanaście dni, ale znacznie dłużej.

Olimpia Kozłowska_300DPI-ulotka

Zahorenko: Rzepa zlikwidował PSL w Pyrzycach

Zahorenko

Z pyrzyczaninem Danielem Zahorenką, byłym wiceprezesem KRUS, obecnie zastępcą dyrektora
w Departamencie Finansów Ministerstwa Rolnictwa rozmawia Tomasz Duklanowski

 

Jak Pan ocenia zmiany, które nastąpiły w tej chwili? Chodzi mi o zmianę Zarządu Powiatu po dość długiej walce trwającej ponad dwa miesiące.

Jestem skłonny zaryzykować stwierdzenie, że to widmo zbliżających się przedterminowych wyborów, spowodowało powstanie tak kuriozalnej i egzotycznej koalicji. Patrząc na to, co dzieje się w kraju, to drugiej takiej koalicji nie ma. PO, PSL i PiS. W Pana gazecie nowy starosta Stanisław Stępień powiedział, że polityka lokalna różni się od tej centralnej. To prawda. Dla mnie jest to typowa koalicja stołkowa. Zupełnie niezrozumiałe jest to, że do zarządu weszły dwie osoby z PSL, mimo że w 15-osobowej radzie PSL ma na dziś tylko dwa głosy. Zaszła jakaś dziwna gra układów. To jest rozwiązanie doraźne, ale absolutnie nie przyszłościowe. Stąd też pewnie wizyta Jarosława Rzepy.

Tu niemałą rolę odegrał pan Jarosław Rzepa, który zarówno w Pyrzycach, jak i Myśliborzu, próbował ręcznie sterować lokalną polityką. Ale skutek tych działań jest odwrotny od oczekiwań Rzepy. Zarówno w Pyrzycach, jak i Myśliborzu, starostami przestali być członkowie PSL, a zostali nimi członkowie PiS. Skuteczność tego polityka jest żadna.

Pan Rzepa Jarosław to człowiek z Szamotuł. Czyli człowiek znikąd. Z regionem zachodniopomorskim mający niewiele wspólnego. Jestem przekonany, że zakończy swoją karierę polityczną na epizodzie prezesowania PSL w naszym województwie.

Już teraz powinien się podać do dymisji, bo jego działania kończą się pasmem dotkliwych porażek. Nie chodzi jedynie o wspomniane przez Pana działania w Pyrzycach i Myśliborzu. Mimo gigantycznych nakładów na kampanię wyborczą, dostał raptem 3 tysiące głosów w ostatnich wyborach do Sejmu. To jest totalna porażka. Rzepa nieco przez przypadek dostał się do Sejmiku, startując z 2 miejsca na liście. I to tylko dzięki bardzo dobremu wynikowi Zygmunta Dziewgucia dostał mandat. Więc swoją władzę sprawuje na zasadzie uzurpatorskiej.

Cały wywiad z Danielem Zahorenko można przeczytać w najnowszym numerze „Tygodnika Pyrzyckiego”.